Opowieści metaforyczne: Czarodziejskie słowo

W pewnej wsi żyły dwie staruszki, które wydawały się być w podobnym wieku. Jedna była radosna, otoczona pomocnym gronem przyjaciół – ta miała na imię Ania, druga bardzo smutna i bardzo samotna – ta miała na imię Aniela.

Pewnego dnia staruszki spotkały się. Obie czekały na autobus, który miał je zawieźć do miasta. W przydrożnym przystanku autobusowym hulał wiatr, z nieba kropił deszcz, a transport nie nadjeżdżał. Nikt oprócz owych pań nie wybierał się w podróż, więc rozmowa zdawała się być nieunikniona.

- Pogoda nienajlepsza na podróż, ale przynajmniej nam na głowy nie pada – odezwała się weselsza z nich.

- No nie pada, ale za to wieje – powiedziała smutniejsza.

- Wieje, ale tak jakoś przyjemnie – powiedziała weselsza.

- Przyjemnie, ale nie dla każdego – powiedziała ta smutna.

- Dla ciebie być może nie, ale dla mnie tak – Ania wystawiła twarz w stronę podmuchów i z uśmiechem wdychała świeże powietrze. Po chwili zauważyła, że jej towarzyszka ma na sobie rzecz wyjątkowej urody – Zachwycają mnie hafty na twojej chuście Anielo!

- Ładne to one kiedyś były, ale z czasem wyblakły i oszpetniały – stwierdziła Aniela pocierając w ręku fragment chusty.

- Możliwe, że były jeszcze piękniejsze, ale i teraz potrafią zachwycać! – wykrzyknęła Ania i po chwili zamyśliła się – Gdybym ja miała taką chustkę, to chciałabym ją zostawić komuś na pamiątkę…

- Miałam kiedyś dzieci, ale opuściły mnie – powiedziała smutniejsza ze staruszek.

- Moje też wyjechały, ale są zdrowe i często dzwonią do mnie – stwierdziła Ania.

- Moje dzwoniły kiedyś, ale nie chcą już słuchać jęczącej staruchy – Aniela spuściła wzrok i posmutniała jeszcze bardziej.

Ania widząc to podeszła do Anieli i pogładziła ją po ramieniu - Jeśli chcesz zdradzę ci tajemnicę – szepnęła.

Oczy smutnej staruszki otworzyły się bardzo szeroko – Tajemnicę? – w jej głosie dało się słyszeć zaskoczenie.

- Tak, tajemnicę! Możesz w to nie uwierzyć, ale znam czarodziejskie słowo!

Aniela ożywiła się.

- Ty też je znasz. To czarodziejskie słowo, to… „ale”.

- Ale? Też mi coś, przecież używam go nieustanie!

- Tak, używasz i czary tego słowa działają! Za każdym razem, gdy używasz tego słowa w zdaniu, to anulujesz wszystko co było przed nim! Mówisz coś dobrego i zaraz potem „ale” , zostawiając na końcu to, co smutne i niesatysfakcjonujące. Czarujesz na swoja szkodę, ale ja mogę nauczyć cię białej magii.

- Czyli powinnam to, co brzmi negatywnie anulować słowem „ale”? – spytała Aniela kpiącym tonem.

- Spróbuj! – zachęciła ją Ania.

- Nie wierzę w takie banialuki, ale podejmę wyzwanie – powiedziała Aniela i stwierdziła ze zdziwieniem, że czuje się jakoś, tak inaczej niż zazwyczaj.

- Brawo koleżanko! Teraz obie jesteśmy po jasnej stronie mocy! – wykrzyknęła Ania i przytuliła nieco weselszą i nieco mniej samotną staruszkę.


KONIEC



PS. Autobus nie przyjechał, ale...




86 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie