Opowieści metaforyczne: Opowieść pierwsza. Orzeł i mysikrólik



Pewien maleńki ptak, być może był to mysikrólik, bardzo narzekał. Płakał całymi dniami nad malutkimi skrzydłami, drobniutkim dziobem i mizerną posturą swojego ciała, które obwiniał za brak sukcesów i niedostatek doznań. - Gdybym miał takie skrzydła, jak orzeł, to mógłbym wzbić się wysoko pod chmury i widziałbym wszystko dokładniej, szerzej, a nie tak jak teraz. Co ja mogę? Taka kruszyna? Marny mój los, byle kot jednym kłapnięciem zmiecie mnie z tego świata. Ciągły lęk o życie sprawia, że muszę chować się pod liśćmi więc nie widzę nic poza marnymi koronami drzew. Nie to co orzeł, ten to ma wspaniałe życie! Kiedy tak biadolił tuż nad jego głową załopotały ogromne pióra, a rozłożyste skrzydła zacieniły spory fragment drzewa. To orzeł przysiadł na najwyższej, suchej gałęzi. Dało się słyszeć ciche westchnienie, po czym orzeł czyszcząc pióra zaczął mówić sam do siebie: „Jakże wdzięczny jestem naturze, że uczyniła mnie orłem, mogę fruwać ponad lasami i dolinami, odwiedzam wierzchołki gór, budzę ogólny szacunek…, chciałbym tylko, by czasem obserwowało mnie mniej oczu, mógłbym wtedy odwiedzić zakamarki lasów, powędrować między konarami drzew.” W oka mgnieniu orzeł stał się mysikrólikiem, a mysikrólik orłem – nie pytajcie jak do tego doszło, nikt tego nie wie. Wyobraźcie sobie zdziwienie mysikrólika, kiedy zdał sobie sprawę z ogromu swojej sylwetki, ledwie się mieścił pod gałęzią pełną liści – Jak tu ciasno – zaczął biadolić – Aaa! Te gałęzie zedrą ze mnie wszystkie pióra! Ach, jak niewygodnie! Nie mam jak się poruszyć! Że też to mi się musiało przytrafić! Że też to właśnie mnie przytrafiają się takie straszne przygody! Kiedy wygramolił się spośród gęstwiny spostrzegł, że jego skrzydła są duże i rozłożyste, ale mają za mało miejsca by załopotać i wzbić się w górę. – Ach! No tak! Kiedy mam już duże skrzydła, to nie mam miejsca, żeby je rozłożyć! Co za pech! Takie rzeczy przytrafiają się tylko mnie! – po czym zaczął płakać na całe gardło, odczuwając autentyczną rozpacz z powodu swojej tragicznej sytuacji. W tym samym czasie orzeł spostrzegł, że jego ciało skurczyło się do tego stopnia, że mógł z gałęzi przeskoczyć na listek i na tym listku bujać się, jak na huśtawce. Dało się słyszeć, jak mówi: „Jakże wdzięczny jestem naturze, że jest taka zaskakująca i że uczyniła mnie tym maleńkim stworzeniem, bo dzięki temu mogę bujać się na listkach, mogę też swobodnie fruwać między gałęziami drzew, mogę łowić kolorowe motyle i muszki. Dzięki temu, że jestem taki mały mam możliwość poznać cały las, od góry do samego dołu. Na szczęście jestem tak mały, że mało kto mnie dostrzega, teraz to ja mogę przypatrywać się innym. Jakże wdzięczny jestem naturze, że jest taka zaskakująca! Dzięki tej zmianie czeka mnie mnóstwo przygód!”. Po czym zaśpiewał radośnie i poleciał uszczęśliwiony w głąb lasu. Z tej opowieści, moi mili, morał się wyłania: „Lepiej praktykować wdzięczność niźli narzekania” #psychologia #pozytywna #zmiana #coaching #terapia #wdzięczność #online #coach

autor: Agnieszka Wieland

13 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie